"Ocknął się po raz kolejny z koszmarnego snu, tylko po to, by stwierdzić, że rzeczywistość jest również koszmarem."
*****
Londyn. Obrzeża miasta. Dom dziecka prowadzony przez rodzeństwo Johansonów.
W budynku przeznaczonym na sypialnie dziewcząt, budzi się brązowowłosa szesnastolatka, cała zalana potem. W jej dużych, czarno- białych oczach kryje się przerażenie, a jej oddech jest przyspieszony.
Znowu przyśnił jej się TEN sen.
Dziewczyna nie miała pojęcia co może oznaczać koszmar, w którym walczą na miecze dwie kobiety, po czym jedna pada bez życia, a druga się z tego bardzo cieszy. Później ta druga kobieta atakuje małą dziewczynkę, a ta cudem unika śmierci. W tym momencie sen zazwyczaj się kończy.
Brunetka rozejrzała się po pomieszczeniu i z ulgą stwierdziła, że nikt oprócz niej się nie obudził. W jej czarno- białych oczach wciąż czaił się strach, jednak wiedziała już, że to był tylko kolejny koszmar.
Dziewczyna po cichu zeszła z piętrowego łóżka, na którym do niedawna spała i podeszła do okna.
Roztaczał się z niego widok na ogród oraz park, a za nim widać było uśpiony o tej porze Londyn.
Czarnooka cicho otworzyła okno i zwinnie wyślizgnęła się przez nie na parapet, pomimo tego, że jej sypialnia znajdowała się na ostatnim, czyli trzecim piętrze budynku. Dla wielu osób takie posunięcie byłoby czystym szaleństwem, ale nie dla niej.
Dziewczyna już wiele razy wymykała się w ten sposób i jeszcze nigdy od 11 lat nikt jej na tym nie przyłapał, co wydawałoby się bardzo dziwne z uwagi na to, że po środku ogrodu stała samotna latarnia, która jednak emitowała dużo światła.
Brunetka z parapetu szybko weszła na dach i usiadła prawie na jego szczycie. Lubiła tam przesiadywać, zwłaszcza w czasie bezsennych nocy. Nie wiedzieć czemu, widok latarni uspokajał ją i sprawiał, że czuła się bezpieczna.
Bardzo ją to zaciekawiło, więc zamiast zejść do sypialni, poszła wzdłuż krawędzi dachu, aż do miejsca z którego dochodziły ów głosy.
W pomieszczeniu należącym do właścicieli domu dziecka paliło się światło. To również stamtąd dochodziły przyciszone głosy.
Czarnooka zwinnie zeskoczyła z dachu na balkon i stanęła koło uchylonego okna.
-Ale ona jest jeszcze za młoda!- Zuzanna Johanson podniosła swój głos o pół tonu.
-Łucja miała dziewięć lat, gdy po raz pierwszy się tam dostaliśmy, a ona za miesiąc będzie miała szesnaście lat!
-Zuziu, wiem, że się o nią martwisz, ale zgadzam się z Edmundem.
-Łucjo, i ty przeciwko mnie?
-Zuza, zrozum, ona nie jest już małą dziewczynką. Musi w końcu dowiedzieć się całej prawdy. I tak już za długo to przed nią ukrywaliśmy.- powiedział brat najstarszej z właścicielek domu dziecka.
Zuzanna westchnęła i powiedziała:
-Może i macie rację, ale jak ona na to zareaguje? Przecież dobrze wiecie jaka jest.
-Cóż, myślę, że jednak zrozumie dlaczego jej wcześniej tego nie powiedzieliśmy.
-Łucja ma rację. To co? Kiedy jej powiemy?
-Jeszcze nie teraz. Może w jej urodziny?- zaproponowała Zuzia.
-No, dobrze, ale co zrobimy z tym małżeństwem, które chciało adoptować ją i Oliwię?
-Nie mam pojęcia. Może wezmą jednak kogoś innego?
-Marne szanse. Oni chcieli właśnie je.
-Przecież możemy im jeszcze powiedzieć, że znaleźliśmy ich krewnych, którzy są za granicą i przyjadą po nie za miesiąc.
-Łucjo, czy ja już ci mówiłam, że jesteś genialna?
Dziewczyna wspięła się z powrotem na dach i po cichu wróciła do sypialni.
W budynku przeznaczonym na sypialnie dziewcząt, budzi się brązowowłosa szesnastolatka, cała zalana potem. W jej dużych, czarno- białych oczach kryje się przerażenie, a jej oddech jest przyspieszony.
Znowu przyśnił jej się TEN sen.
Dziewczyna nie miała pojęcia co może oznaczać koszmar, w którym walczą na miecze dwie kobiety, po czym jedna pada bez życia, a druga się z tego bardzo cieszy. Później ta druga kobieta atakuje małą dziewczynkę, a ta cudem unika śmierci. W tym momencie sen zazwyczaj się kończy.
Brunetka rozejrzała się po pomieszczeniu i z ulgą stwierdziła, że nikt oprócz niej się nie obudził. W jej czarno- białych oczach wciąż czaił się strach, jednak wiedziała już, że to był tylko kolejny koszmar.
Dziewczyna po cichu zeszła z piętrowego łóżka, na którym do niedawna spała i podeszła do okna.
Roztaczał się z niego widok na ogród oraz park, a za nim widać było uśpiony o tej porze Londyn.
Czarnooka cicho otworzyła okno i zwinnie wyślizgnęła się przez nie na parapet, pomimo tego, że jej sypialnia znajdowała się na ostatnim, czyli trzecim piętrze budynku. Dla wielu osób takie posunięcie byłoby czystym szaleństwem, ale nie dla niej.
Dziewczyna już wiele razy wymykała się w ten sposób i jeszcze nigdy od 11 lat nikt jej na tym nie przyłapał, co wydawałoby się bardzo dziwne z uwagi na to, że po środku ogrodu stała samotna latarnia, która jednak emitowała dużo światła.
Brunetka z parapetu szybko weszła na dach i usiadła prawie na jego szczycie. Lubiła tam przesiadywać, zwłaszcza w czasie bezsennych nocy. Nie wiedzieć czemu, widok latarni uspokajał ją i sprawiał, że czuła się bezpieczna.
***
***
Brunetka siedziała na dachu jakąś godzinę, no może dwie, po czym wstała i już chciała wracać do pokoju, gdy usłyszała czyjeś przyciszone głosy.Bardzo ją to zaciekawiło, więc zamiast zejść do sypialni, poszła wzdłuż krawędzi dachu, aż do miejsca z którego dochodziły ów głosy.
W pomieszczeniu należącym do właścicieli domu dziecka paliło się światło. To również stamtąd dochodziły przyciszone głosy.
Czarnooka zwinnie zeskoczyła z dachu na balkon i stanęła koło uchylonego okna.
-Ale ona jest jeszcze za młoda!- Zuzanna Johanson podniosła swój głos o pół tonu.
-Łucja miała dziewięć lat, gdy po raz pierwszy się tam dostaliśmy, a ona za miesiąc będzie miała szesnaście lat!
-Zuziu, wiem, że się o nią martwisz, ale zgadzam się z Edmundem.
-Łucjo, i ty przeciwko mnie?
-Zuza, zrozum, ona nie jest już małą dziewczynką. Musi w końcu dowiedzieć się całej prawdy. I tak już za długo to przed nią ukrywaliśmy.- powiedział brat najstarszej z właścicielek domu dziecka.
Zuzanna westchnęła i powiedziała:
-Może i macie rację, ale jak ona na to zareaguje? Przecież dobrze wiecie jaka jest.
-Cóż, myślę, że jednak zrozumie dlaczego jej wcześniej tego nie powiedzieliśmy.
-Łucja ma rację. To co? Kiedy jej powiemy?
-Jeszcze nie teraz. Może w jej urodziny?- zaproponowała Zuzia.
-No, dobrze, ale co zrobimy z tym małżeństwem, które chciało adoptować ją i Oliwię?
-Nie mam pojęcia. Może wezmą jednak kogoś innego?
-Marne szanse. Oni chcieli właśnie je.
-Przecież możemy im jeszcze powiedzieć, że znaleźliśmy ich krewnych, którzy są za granicą i przyjadą po nie za miesiąc.
-Łucjo, czy ja już ci mówiłam, że jesteś genialna?
Dziewczyna wspięła się z powrotem na dach i po cichu wróciła do sypialni.
***
***
Na ławce w parku siedziała szarooka brunetka. Wzrostem dorównywała czarnookiej, jednak jej włosy były krótsze- sięgały jej pasa, a czarnookiej połowy uda.
-Co czytasz?- zapytała czarnooka dosiadając się.
-Duma i uprzedzenie.- powiedziała szarooka, jednak po chwili westchnęła i dodała.- Znowu się w nocy wymknęłaś.
-Chodź nad jezioro. Muszę ci coś powiedzieć.
Dziewczyny wstały z ławki i skierowały się w stronę budynku, jednak kilkanaście metrów przed wejściem skręciły między drzewa. Po chwili wyszły z lasku i stanęły nad niewielkim jeziorem. Mało kto tu przychodził, więc mogły liczyć na to, że nikt nie zakłóci ich spokoju i będą mogły spokojnie o wszystkim porozmawiać.
-Co chciałaś mi powiedzieć?
-Ktoś chciał nas adoptować.
-O czym ty mówisz?
-W nocy, na dachu usłyszałam głosy. Nie mogłam się powstrzymać i...
-Podsłuchiwałaś!
-Daj spokój Oliwio, ty też byś to zrobiła na moim miejscu. Posłuchaj jakieś małżeństwo już od jakiegoś czasu próbuje nas adoptować, a oni ich spławiają.
-Aśka, dobrze się czujesz? Przecież nikt nigdy nawet na nas nie spojrzał przy odwiedzinach, na których wybierało się dzieci.
-No właśnie! Czy to nie dziwne?
-Może trochę... Ale jesteś pewna, że mówili o nas?
-Ciebie wymienili z imienia, o drugiej dziewczynie mówili "ona", ale tylko ja mam szesnaste urodziny za miesiąc!
Oliwia się zamyśliła.
-Mówili coś jeszcze?- dodała po chwili.
-Rozmawiali o czymś..., o jakiejś tajemnicy, Zuzanna upierała się, że jestem jeszcze za młoda by znać prawdę. Łucja i Edmund przekonali ją, że już za długo to ukrywają i mają mi to powiedzieć w urodziny. Nie wiem czego się spodziewać.
-Jesteś pewna?
-Oczywiście! Nie wymyśliłabym czegoś takiego!
-No dobrze, więc musimy czekać na twoje urodziny, wtedy dowiemy się o co chodzi. Dobrze, że są one już za miesiąc, bo znając ciebie zrobiłabyś wszystko by szybciej dowiedzieć się o co chodzi.
Dziewczyny uśmiechnęły się i wróciły do swojego pokoju.-Co czytasz?- zapytała czarnooka dosiadając się.
-Duma i uprzedzenie.- powiedziała szarooka, jednak po chwili westchnęła i dodała.- Znowu się w nocy wymknęłaś.
-Chodź nad jezioro. Muszę ci coś powiedzieć.
Dziewczyny wstały z ławki i skierowały się w stronę budynku, jednak kilkanaście metrów przed wejściem skręciły między drzewa. Po chwili wyszły z lasku i stanęły nad niewielkim jeziorem. Mało kto tu przychodził, więc mogły liczyć na to, że nikt nie zakłóci ich spokoju i będą mogły spokojnie o wszystkim porozmawiać.
-Co chciałaś mi powiedzieć?
-Ktoś chciał nas adoptować.
-O czym ty mówisz?
-W nocy, na dachu usłyszałam głosy. Nie mogłam się powstrzymać i...
-Podsłuchiwałaś!
-Daj spokój Oliwio, ty też byś to zrobiła na moim miejscu. Posłuchaj jakieś małżeństwo już od jakiegoś czasu próbuje nas adoptować, a oni ich spławiają.
-Aśka, dobrze się czujesz? Przecież nikt nigdy nawet na nas nie spojrzał przy odwiedzinach, na których wybierało się dzieci.
-No właśnie! Czy to nie dziwne?
-Może trochę... Ale jesteś pewna, że mówili o nas?
-Ciebie wymienili z imienia, o drugiej dziewczynie mówili "ona", ale tylko ja mam szesnaste urodziny za miesiąc!
Oliwia się zamyśliła.
-Mówili coś jeszcze?- dodała po chwili.
-Rozmawiali o czymś..., o jakiejś tajemnicy, Zuzanna upierała się, że jestem jeszcze za młoda by znać prawdę. Łucja i Edmund przekonali ją, że już za długo to ukrywają i mają mi to powiedzieć w urodziny. Nie wiem czego się spodziewać.
-Jesteś pewna?
-Oczywiście! Nie wymyśliłabym czegoś takiego!
-No dobrze, więc musimy czekać na twoje urodziny, wtedy dowiemy się o co chodzi. Dobrze, że są one już za miesiąc, bo znając ciebie zrobiłabyś wszystko by szybciej dowiedzieć się o co chodzi.